komętaże (BLOG)To nie był film 02-08-2010, 01:52 Śledząc polską politykę, można poczuć się jak w kinie. Nie chodzi o to, czy nazwiemy to tragikomedią, dramatem czy może horrorem. Nie chodzi nawet o to, że niewyrobiona publiczność domaga się, aby role były jasno rozpisane na dobrych i złych, choć ten trop jest całkiem trafny (przypomina mi się, jak w dzieciństwie oglądałem bodaj "Tylko dla orłów", do pokoju weszła mama i zapytała o postać na ekranie; "to ten dobry", wyjaśniła siostra, a w tej samej chwili ów "dobry" wbił czekan w rekę "złego"; mam poczucie deja vu, gdy jakiś "dobry" z rządu glanuje "złego" z opozycji przy aplauzie bezstronnych mediów). Tu interesuje mnie inna analogia: szybko zmieniające się sceny, posuwające akcję do przodu w taki sposób, że widz nie pamięta, co sobie myślał jeszcze 10 minut temu, ba - w jakie idee się osobiście zaangażował, wrzucając głos do urny. Ewolucja programu PO i "poglądów" wyborców tej partii jest tego świetną ilustracją, a zmiana podejścia do reformowania kraju - kapitalnym przykładem, jak szybko jedna scena może zastąpić drugą. Oto miesiąc temu wszyscy jeden przez drugiego powtarzali, że tylko wybór Komorowskiego zapewni przeprowadzenie "niezbędnych reform", choć jako żywo nikt nie był w stanie powiedzieć, o jakie reformy chodzi. Ministrowie Rostowski i Radziwiłł straszyli załamaniem finansów w razie niewłaściwego wyboru, a zagraniczna prasa po wyborach rozpływała się w zachwytach nad perspektywami naszego kraju, odmieniając słowo-klucz przez wszystkie przypdaki: Determinacja Polski w sprawie reform gospodarczych może stanowić przykład dla reszty Europy. Prezydent elekt Bronisław Komorowski, podobnie jak polski premier Donald Tusk, jest zaangażowany w reformę gospodarczą. [...] Lista reform właściwie nie różni się od tej, która została sporządzona dla Europy - pisze WSJ i wymienia: cięcie deficytu budżetowego, reforma rynku pracy, wypełnienie czarnej dziury w państwowym systemie emerytalnym, zwiększenie wieku emerytalnego, reforma służby zdrowia, kontynuowanie prywatyzacji, zmniejszenie pomocy dla rolników. [...] Udana reforma polskiej gospodarki może posłużyć jako model zachęcający inne kraje Unii Europejskiej do przeprowadzenia reform , szczególnie od kiedy reformatorzy będą musieli pokonać znaczące siły wsteczne, wśród nich zwłaszcza rolników i emerytów. I co? I klops. To znaczy klaps, cięcie, nowa scena. Nagle wszyscy jeden przez drugiego jęli powtarzać, że nie ma co liczyć na żadne reformy, bo przecież idą nowe wybory. Taka nowa mądrość zbiorowa, spojrzenie bez złudzeń i z dystansem na politykę. Tak, jakby miesiąc temu można było mieć jakieś złudzenia... Podobnie łatwo wyborcy PO łyknęli zmianę wizerunku tej partii z ugrupowania fachowców wiedzących, czego chcą, na zbiorowisko oportunistów, którzy tańczą, jak im sondaże zagrają. To znaczące, że nawet w sprawach, na których rzekomo mieli się znać, "fachowcy" z Platformy polegają tylko na głosie ludu i nie wstydzą się jawnie tego przyznawać: podnoszenie podatków, to jak wyrywanie nam serca z piersi. Jest ostatecznością. Musimy ocenić czy jest niezbędna, czy idzie w pakiecie z innymi reformami" - powiedział w Trójce Schetyna. Zaznaczył, że są to na razie niesprecyzowane propozycje i świadczą o testowaniu opinii publicznej . "Są to niesprecyzowane propozycje. Jest to na pewno testowanie i rozpoczęcie szerszej debaty, ale nie tylko debaty w zaciszu gabinetów. "Debata" oczywiście trwała tylko tyle, ile było trzeba, aby otrzymać wyniki sondaży opinii publicznej. Zgodny chór ekspertów (1, 2, 3, 4 , ...) został koncertowo zignorowany. Premier wygłasza kuriozalne opinie , że podnoszenie podatków to wariant "środka drogi" pomiędzy bezczynnością a reformami - jego wyborcy beznamiętnie oglądają tę scenę i niczemu się nie dziwią. Premier mówi , że niektóre zmiany, których domagają się ekonomiści czy komentatorzy, mogą mieć dokładnie odwrotny skutek niż ten, jakiego Polska potrzebuje, a widzowie przyjmują do wiadomości obecną wersję prawdy czasu prawdy ekranu. Sekretarz rady gospodarczej przy premierze krytykuje profesora Balcerowicza - skoro tak robi, to widocznie już wolno. Krytyka nie taka znowu bezzasadna, ale ciekawe, ilu zwolennikom obecnej władzy coś zazgrzyta w takich poglądach: I tu jeszcze jedna refleksja dotycząca roli polityki państwa w sektorze finansowym. Mówi się często, że sposobem na najlepsze zarządzanie tym sektorem jest zawężanie ingerencji politycznej. To śmiała teza po kryzysie i przeciwna do działań rządów w USA i Europie w ostatnich miesiącach. Ingerencja polityczna albo raczej państwowa w system bankowy zawsze była duża (chociażby poprzez nadzór regulacyjny i decyzje banku centralnego), a dziś jest jeszcze większa, bo okazało się, że bez tej ingerencji sektor bankowy może wytworzyć ryzyka systemowe dla całej gospodarki. Wydaje się, że akurat ryzyka systemowe zostały wytworzone w wyniku wieloletniej ingerencji państwowej, rozpoczętej co najmniej za czasów Billa Clintona, ale to dla nas mniej ważne. Nas bardziej powinny interesować ryzyka systemowe dla naszego kraju, tyle że sceny, które je pokazują, zostały z filmu wycięte. Ścinki mogą wyglądać na przykład tak: S&P zwraca uwagę, że ze względu
na wybory parlamentarne, planowane na 2011 rok, nie należy oczekiwać,
że rząd będzie proponował zasadnicze ograniczenia fiskalne przez 2012
rokiem. [...] Możliwa jest obniżka ocen wiarygodności kredytowej kraju, jeśli do 2012 roku nie pojawią się realne perspektywy reformy finansów publicznych. Wczorajszym popołudniem na rynki
dotarła wiadomość, iż przyszłoroczny deficyt miałby wynieść 45-47 mld
złotych. To rozczarowująca wiadomość, gdyż oznacza ona, iż planowany
deficyt nie będzie wiele niższy od faktycznego wykonania w tym roku (o
ile w ogóle będzie niższy) i to pomimo bardziej sprzyjających warunków
makroekonomicznych (szczególnie struktura wzrostu). [...] Tak wysokie
potrzeby pożyczkowe niosą ryzyko takiej gwałtownej reakcji w przypadku pogorszenia nastrojów na rynkach globalnych, zwłaszcza gdyby było ono wynikiem powrotu niepokojów fiskalnych w strefie euro. Okazuje się, że gabinet Donalda Tuska nadal unika przeprowadzenia głębokich reform strukturalnych. [...] Gołym okiem widać, że to wszystko (większy VAT, zamrożenie pensji w budżetówce (?), dodatkowe wpływy z prywatyzacji), to działania doraźne, a nie systemowe . W obliczu mody na reformy, jaka zapanowała w Europie, inwestorzy powinny otrzymać coś więcej, niż tylko de facto utrzymywanie status quo. Nikt się takimi ścinkami nie przejmuje, bo przed oczami migają kolejne kadry. Rząd ma się zebrać dziś o godz. 10:00, aby pracować nad czteroletnim "Wieloletnim planem finansowym państwa", który powinien zostać przyjęty do końca lipca - donosiły w piątek rano media, dodając, że wymóg przyjęcia planu do końca lipca wynika z ustawy. W następnej scenie - dosłownie parę chwil później - premier Tusk informował , że rządowy plan finansowy na lata 2010-2013 ma zostać przyjęty na wtorkowym posiedzeniu rządu. Czy komuś będzie się chciało dochodzić, jak można tak lekko podchodzić do ustawowych terminów? Oczywiście nie, bo tego nie ma w scenariuszu. Seans trwa i będzie trwać. Chyba, że S&P faktycznie obniży ratinigi naszego długu i nagle okaże się, że to nie był film... | »» De Republica...Momentum suum cuique negotio 31-07-2010, 20:53 Po trzech latach rządzenia Tusk doszedł do wniosku, że może już całkowicie olać własne postulaty i obietnice. W obliczu palącej konieczności ponoszenia podczas światowego kryzysu wydatków związanych z tak ważnymi dla Polski kwestiami jak na przykład budowa stadionów piłkarskich, postanowił podnieść podatek od towarów i usług. Wzrosną zatem ceny praktycznie wszystkiego, czym handluje się legalnie w tym kraju. Rozważania o stawkach procentowych nie przemawiają niektórym do wyobraźni, proponuję więc spojrzeć na to w ten sposób: jeśli ktoś teraz ma około tysiąca złotych miesięcznie i takie wydatki, że starcza mu na styk do pierwszego, po podwyżce raz w miesiącu nie będzie mieć na obiad. Podziękowania może wysłać do Ministerstwa Finansów. A mogło być inaczej. I to nawet bez cięcia wydatków, choć na nie akurat jest mnóstwo miejsca w budżecie. Metoda znana jest polskim politykom doskonale; nie było w historii III RP roku, w którym by z niej nie skorzystano. Brakujące pieniądze można pożyczyć. Szaleństwo? Dość już mamy długów? W normalnych czasach tak właśnie należałoby odpowiedzieć, ale normalne czasy skończyły się już jakiś czas temu - właściwie już w 1971 . Dzisiaj wszystkie państwa Zachodu mają gigantyczne długi, nieraz przekraczające roczny PKB. Trzeba zdać sobie wreszcie sprawę, że nikt nigdy tych długów nie spłaci. Któregoś pięknego poranka zacznie się wykup obligacyj świeżymi banknotami prosto z drukarni. Sądząc po tempie dotychczasowych wydarzeń, nastąpi to całkiem niedługo. Póki więc są na świecie frajerzy skłonni "inwestować" w długoterminowe zobowiązania państw, trzeba ich wykorzystać. Pożyczać ile się da w ojro i dolarach na, powiedzmy, 10 lat, wydawać bez zahamowań, a potem otworzyć kupionego na kredyt szampana, gdy rynek zaleją dodrukowane biliony. Kiedy przyjdzie oddawać, płacić bez żalu. Niech sobie nasi wierzyciele kupią za zwrócone miliardy dolarów po lizaku. | »» De Republica...Ridentem dicere verum 30-07-2010, 20:59 Wreszcie ktoś zauważył, że durni lewacy to idealny temat dla komedii - wystarczy pokazać to, co oni robią na poważnie. Może komuś chciałoby się zrobić napisy? Nicht durch Zorn, sondern durch Lachen tödtet man - ta kreskówka może wyrządzić czerwonym (a zwłaszcza ich niedojrzałej odmianie, czyli zielonym) więcej szkody niż dziesięć przegadanych filmików o podatkach i bankach centralnych. | »» Światowid (BLOG)Powyborcze "reformy" 29-07-2010, 19:21 Ledwo prezydent wybrany, a tu juz pomysły dobierania się do naszej kieszeni. Wniosek: wybrano źle. Podwyżka czy to VAT, czy składki rentowej zamiast scigania i ograniczania nadużyć systemowych jest kurestwem i złodziejstwem. Pisałem już o KRUS wiele razy, a po sąsiedzku polecam artykuł o rentach i zasiłkach. To, że dzieje się źle łatwo poznać po jednym: nie chce się pracować, lepiej kombinować. | »» Nieustraszeni Łowcy Komuchów (BLOG)informacja 26-07-2010, 23:12 Wiedza, informacja, wykorzystanie jej - to podstawa sukcesu... | »» kataryna (BLOG)Luka po państwie 25-07-2010, 13:56 Jarosław Gowin: Z drugiej strony, nie zapominajmy, że pewna część przyczyn prawdopodobnie leżała po stronie rosyjskiej. To oczywiście wymaga dalszych ustaleń, ale na razie sporo wskazuje na to, że mogły być popełnione błędy również przez obsługę lotniska. Poza tym stan techniczny lotniska był niski, nieprzystosowany do przyjmowania samolotów podczas takiej pogody. Nie da się dłużej udawać, że zrobiono wszystko co trzeba, aby samolot z najważniejszymi osobami w państwie wylądował bezpiecznie. Jeśli potwierdzi się - a wiele na to wskazuje - że do katastrofy pod Smoleńskiem bezpośrednio przyczyniły się błędy wieży kontrolnej (nie zamknięcie lotniska, spóźnione lub błędne komendy wydawane pilotom), odpowiedzialność polityczna i moralna spadnie na państwo polskie, bo można ich było łatwo uniknąć, a zadbanie o bezpieczeństwo polskiej delegacji było obowiązkiem państwa polskiego. Gdyby MON i MSZ zapewniły obecność na wieży kontrolnej w Smoleńsku polskiego kontrolera, i jednego z dowódców Protasiuka - a nie sądzę, żeby wynegocjowanie tego z Putinem było trudne - do katastrofy by nie doszło bo Protasiuk nie dostałby zgody na lądowanie, jeśli warunki pogodowe faktycznie je uniemożliwiały, na pewno też nie padłyby żadne błędne czy spóźnione komendy. Prezydencki samolot albo by bezpiecznie wylądował, albo odleciał na zapasowe lotnisko. Takie wsparcie dla Protasiuka, byłoby także skuteczną obroną przed ewentualnymi naciskami na ryzykowne lądowanie, bo nie byłby zostawiony sam sobie z całym samolotem chcących wylądować VIP-ów. Wsparcie dowódcy kontrolującego lądowanie z wieży dałoby Protasiukowi pewność, że wszystkie komunikaty stamtąd są wiarygodne i nie można ich lekceważyć, a na miejscu jest ktoś kto go ocenia, a gdy trzeba wydaje rozkazy, także Błasikowi, gdyby ten się chciał mieszać. Pozostawienie Protasiuka samego z odpowiedzialnością za ten lot jest oczywistym błędem, tym bardziej, że trzy dni wcześniej nasze służby mogły się kolejny raz przekonać w jakich warunkach i na jakim lotnisku przyjdzie mu lądować. Zapewnienie mu wsparcia było psim obowiązkiem państwa polskiego. Zaniedbanym, a konsekwencje tego zaniedbania okazały się tragiczne. Jeśli przyczyną katastrofy nie była awaria sprzętu lub zamach, to nie miała się ona prawa wydarzyć. Żal, wściekłość i nieufność rodzin ofiar są więc w pełni zrozumiałe. Tak samo jak zrozumiałe jest, że rząd chce za wszelką cenę zamknąć temat Smoleńska, nawet gdyby musiał to robić szczując Palikota na sieroty i wdowy. Budzące coraz większe obrzydzenie występy Palikota opłacają się Platformie dużo bardziej niż spokojna rozmowa o Smoleńsku, bo tej nie miałby szans wygrać. Dziwię się, że Kaczyński nie "czyta" tej gry Platformy i ułatwia jej zadanie stawiając na czele zespołu mającego przyglądać się śledztwu Antoniego Macierewicza, który ma pewnie cechy niezbędne do rzeczowej analizy sytuacji, ale jest ostatnią osobą, której się będzie w tej sprawie słuchać. Po tym co pokazało państwo, jedynym sposobem w jaki się może przed społeczeństwem wytłumaczyć jest nie tłumaczenie się w ogóle. Tematu Smoleńska ma nie być, bo nie da się go poprowadzić tak, żeby zdjąć odpowiedzialność z rządu. I trzeba przyznać, że PiS mu to bardzo ułatwia, podrzucają Platformie tematy dużo dla niej wygodniejsze - Czy zespół parlamentarny to dobry pomysł? Czy 100 to optymalna liczba jego członków? Czy Macierewicz to odpowiedni kandydat na szefa? Czy "zbrodnia" to właściwe słowo? Byle jak najdalej od meritum, a tym jest skandaliczne "przygotowanie" i "obsługa" tej wizyty, które bezpośrednio przyczyniły się do niewyobrażalnej tragedii, do ustalenia pozostaje tylko rozkład winy po stronie polskich i rosyjskich służb. Po skandalicznych zaniedbaniach, które spowodowały katastrofę, zrobiono wszystko, żeby nie mogła zostać wyjaśniona, przy okazji ośmieszając państwo i upokarzając - to chyba właściwe słowo - nie tylko rodziny ofiar, ale także tych z nas, którzy sobie jeszcze roją, że żyją w normalnym państwie i mają prawo od niego wymagać. Od 10 kwietnia dociera do mnie bardziej niż kiedykolwiek, że żyję w Rzeczpospolitej Dziadowskiej, państwie, które jest państwem tylko z nazwy, nie chcącym i nie umiejącym zadbać o swoje najbardziej żywotne interesy, bo takim przecież jest bezpieczeństwo głowy państwa i kontrola nad śledztwem w sprawie jego śmierci. Nic w tej sprawie nie było tak jak powinno, a niewymuszone błędy Tuska przyczyniły się nie tylko do bólu rodzin ofiar, ale do ośmieszenia Polski przed całym światem, i nie ma w tym żadnej przesady. W normalnym państwie, z odpowiedzialnym rządem poważnie to państwo traktującym, wszystko wyglądałoby inaczej. Na przykład tak. *** 8.50 Premier Tusk zwołuje sztab kryzysowy, którego najważniejszym zadaniem jest ustalenie dalszych kroków. Minister Spraw Zagranicznych i Minister Sprawiedliwości wraz ze współpracownikami analizują prawne możliwości prowadzenia śledztwa. 9.05 Premier rozmawia telefonicznie z Putinem, który informuje go, że Rosja przyjęła Konwencję Chicagowską za podstawę śledztwa. Putin wspomina także, że chciałby prezydentowi Kaczyńskiemu zorganizować uroczyste pożegnanie w Moskwie, co wymagałoby przewiezienia tam ciała. Premier prosi Putina o wstrzymanie się z działaniami i decyzjami, do czasu gdy się skonsultuje ze swoimi współpracownikami i rodziną prezydenta. 9.15 Po konsultacjach z prawnikami i analizie zapisów Konwencji, minister Sikorski w telefonicznej rozmowie ze swoim rosyjskim odpowiednikiem powołując się na zapisy Załącznika 13 do Konwencji Chicagowskiej prosi Rosjan o wstrzymanie się z jakimikolwiek działaniami na miejscu katastrofy do czasu przybycia polskich śledczych. Zgodnie z Konwencją, Rosjanie ograniczają się do zabezpieczenia miejsca tragedii i z dalszymi czynnościami dowodowymi czekają na polskich śledczych. Polski ambasador i obecni na miejscu BOR-owcy pilnują aby do czasu przylotu polskiej ekipy nikt niczego nie dotykał. 9.20 Minister Sprawiedliwości rozmawia ze swoim rosyjskim odpowiednikiem na temat procedur wymaganych przez rosyjskie prawo. Po otrzymaniu informacji, że na miejscu konieczna będzie sekcja zwłok ofiar, rozpoczyna kompletowanie ekipy patomorfologów, którzy udadzą się do Smoleńska. 9.25 Premier rozmawia z Jarosławem Kaczyńskim, informując go o dotychczasowych działaniach i ustaleniach. Przekazuje mu także informację o tym, że Putin chciałaby urządzić prezydentowi pożegnanie w Moskwie. Po usłyszeniu, że rodzina prezydenta sobie tego nie życzy i chciałaby przewieźć ciało prezydenta jak najszybciej do kraju, premier zapewnia, że jego służby dyplomatyczne niezwłocznie rozpoczną starania aby było to możliwe w najbardziej dogodny dla rodziny sposób. Rozmowa kończy się zapewnieniem, że samolot rządowy jest do dyspozycji rodziny prezydenta, jeśli życzy sobie natychmiast udać się na miejsce katastrofy. Nawet jeśli Jarosław Kaczyński odmawia, nikomu nie przychodzi do głowy żalić się mediom, że ich uraził. 11.00 Z Okęcia startuje pierwszy samolot do Smoleńska. Na pokładzie znajdują się polscy śledczy, ekipa patomorfologów i żołnierze kompanii reprezentacyjnej WP mający pełnić wartę honorową przy ciele prezydenta. Samolot wiezie także trumny dla pary prezydenckiej i flagę. 12.00 Polscy śledczy rozpoczynają pracę na miejscu katastrofy. Niezależnie od rosyjskiej ekipy przeprowadzają dokumentację fotograficzną wraku i ciał (przypomnijmy, na prośbę Tuska pozostawionych w takim stanie, w jakim się rozbił), pobierają próbki niezbędne do innych badań kryminalistycznych, każda czynność polskich i rosyjskich śledczych jest rejestrowana przez kamery. Czarne skrzynki, wcześniej nie otwierane i nie spuszczone z oka przez obecnych na lotnisku BOR-owcóe, zostają skopiowane. Ciała pary prezydenckiej zostają przeniesione do udekorowanych polską flagą trumien, przy których wystawiona zostaje warta honorowa. 18.30 Po przylocie Jarosława Kaczyńskiego i jego wizycie przy trumnie brata, rosyjscy śledczy mogą rozpocząć sekcję zwłok ciała prezydenta. W sekcji bierze udział polski prokurator i patomorfolodzy, którzy sporządzają z niej swój raport. Pobierają także do własnych badań próbki tego wszystkiego co z ciała prezydenta pobrali Rosjanie. Zostanie to następnie zbadane w polskim laboratorium, dzięki czemu będzie gwarancja, że nikt - umyślnie bądź nie - niczego istotnego nie pominął ani nie dodał. 22.00 Jarosław Kaczyński wraca do Polski, zostawiając ciało prezydenta w godnych warunkach, z wartą honorową. Mógłby je zabrać ze sobą, bo wszystko zostało z Putinem ustalone zawczasu i nie ma potrzeby na miejscu niczego negocjować ale nie robi tego wyłącznie dlatego, że życzeniem rządu jest uroczyste powitanie prezydenta w kraju za dnia, z wszelkimi honorami. Trzy dni później. Laboratorium ma już wyniki próbek toksykologicznych ciała prezydenta, pobranych przez polskich patomorfologów i zbadane w Polsce. Na specjalnej konferencji prasowej obecni w Smoleńsku patomorfolodzy przekazują opinii publicznej najważniejsze ustalenia sekcji zwłok. Pięć dni później. Janusz Palikot rzuca mimochodem, że prezydent był pijany. Premier niezwłocznie publicznie przeprasza rodzinę prezydenta za skandaliczną wypowiedź swojego pupila i informuje, że badania toksykologiczne to jednoznacznie wykluczyły. Kora nigdy nie napisze swojego listu do Palikota, w którym dziękuje mu za podjęcie kluczowego tematu zawartości alkoholu we krwi prezydenta. Miesiąc później. W polskim laboratorium ekspertyz sądowych trwają końcowe prace nad odczytem "czarnych skrzynek". Dzięki temu, że zaraz po katastrofie rząd, powołując się na Konwencję Chicagowską, zagwarantował sobie sporządzenie dokładnych kopii wszystkich rejestratorów zanim te zostały otwarte przez rosyjskich śledczych, mamy stuprocentową gwarancję, że wszystko co z nich odczytamy na pewno było na nich od początku, nic nie zostało sztucznie "zaszumione", nic nie zostało dodane. Nie stworzyliśmy ku temu możliwości stronie, która mogłaby w tym mieć oczywisty przecież interes, zważywszy na to, że jedną z od początku rozważanych hipotez był błąd wieży. W tak zwanym międzyczasie. Seria dymisji w rządzie, służbach i armii. Kariery polityczne kończą Klich, Sikorski, Cichocki, lecą głowy w Agencji Wywiadu, Biurze Ochrony Rządu i 36. pułku specjalnym. *** Gdyby tak właśnie zachował się rząd Tuska - a nie są to przecież wygórowane oczekiwania - nie byłoby dzisiaj połowy pretensji jakie są pod jego adresem kierowane. Nie byłoby też niektórych teorii spiskowych bo mielibyśmy pewność, że wszystko co potrzebne do ich obalenia znajduje się w naszej dyspozycji i jest kontrolnie badane przez polskich śledczych, nawet gdyby śledztwo główne prowadzili Rosjanie. Wielu z nas by to uspokoiło, bo przecież jednym z poważniejszych zarzutów jest zostawienie śledztwa, a przede wszystkim wszystkich dowodów rzeczowych, do wyłącznej dyspozycji Rosjan, którzy nie tylko mają prawny i polityczny interes w takim a nie innym wyniku śledztwa, ale także mnóstwo możliwości i doświadczenia, żeby śledztwo dowolnie "przekręcić". I na pewno nie mieliby najmniejszych oporów, gdyby to miało zdjąć z nich (współ)odpowiedzialność za katastrofę, albo ośmieszyć nas przed światem, a zwłaszcza i naszymi sojusznikami z NATO. W zależności więc od ich potrzeb, może okazać się, że Protasiuk był pod wpływem narkotyków. Mogło też okazać się, że prezydent miał 2 promile we krwi (jak donosili "dobrze poinformowani" przy całkowitym milczeniu władzy, która wiedziała jaki jest wynik badania) i cierpiał na zaawansowaną marskość wątroby i Alzheimera. Kto wie czy nie okaże się, że po dokładniejszym odczycie "czarnych skrzynek" da się na nich usłyszeć wielokrotnie powtarzane przez rosyjskiego kontrolera "Zabraniam lądować! Idziecie na pewną śmierć!", lub coś w tym stylu. A my, nie mając swoich próbek, niczego z tego nie będziemy mogli zweryfikować, zdani na kreatywność i łaskę KGB, które z pewnością dysponuje technologią umożliwiającą "zaszumienie" niewygodnych fragmentów, a nawet dogranie dodatkowych komend kontrolera, którego maja przecież na miejscu. Lekarzy gotowych poświadczyć wszystko też Putin ma na pęczki, jeśli Putin będzie chciał, Anodina ogłosi światu, że niekompetentny, nieprzygotowany i niezrównoważony polski pilot, pijany w sztok, postanowił wylądować wbrew wielokrotnym ostrzeżeniom i zakazom wieży. Możemy się pocieszać, że wszystko gra, bo Putin Tuska przytulił, a na pogrzeb prezydenta przyjechało pół świata, ale przecież nie da się ukryć, że państwo się skompromitowało. Nie jesteśmy dumnym, cywilizowanym krajem w sercu Europy, tylko jakąś republiką kartoflaną, która nie zrobiła nic aby wyjaśnić śmierć swojego prezydenta i elity, nie umiała nawet zapobiec okradaniu zwłok, a przez cały roboczy dzień, aż do wieczora, nie umiała załatwić prezydentowi trumny i flagi, żeby nie musiał leżeć na noszach, przykryty kawałkiem szmaty. Zaniedbaliśmy wszystko, co było tu do zaniedbania. Trudno się dziwić, że jedyne co może od tego odciągnąć uwagę społeczeństwa, są kolejne wyskoki Palikota. I zawsze wierne media, które życzliwie milczą o samej katastrofie, skupiając się na rozważaniach jak bardzo niestosowna jest osoba Macierewicza na czele niepotrzebnego zespołu parlamentarnego, i o co właściwie chodzi tym, co się tak czepiają rządu. Przecież to już prawie cztery miesiące minęły, czas zapomnieć i żyć dalej. Tylko czy lemingi zrozumieją, że państwo które okazało się tak bezradne, nie będzie umiało i chciało stanąć w obronie naszych interesów, gdy będzie trzeba? Rozliczenie rządu z katastrofy smoleńskiej to nie pusta zemsta czy zadośćuczynienie ofiarom, to instynkt samozachowawczy tych, którzy chcieliby mieć poczucie, że mają jeszcze wokół siebie jakieś państwo. Chciałabym aby znalazł się dziennikarz, który dzień po dniu, godzina po godzinie, rozliczy Tuska ze wszystkiego co zostało zrobione. | »» kataryna (BLOG)Medialny lincz na "Miuminku" 23-07-2010, 12:27 Gdy jeszcze mieszkałam z rodzicami, moim sąsiadem był Maciek, chłopiec z zespołem Downa. Jedynak, bardzo kochany przez rodziców, zwłaszcza przez ojca, co jest zresztą rzadkością, bo niestety często się zdarza, że ojcowie nie radzą sobie psychicznie z sytuacją i porzucają rodziny. Duży udział w tym, że sobie nie radzą ma zapewne otoczenie, wyśmiewające i wytykające palcami "mongołów". Ludzie są okrutni. Ale takiego okrucieństwa jakim popisała się redakcja portalu "Świnoujście" dawno nie widziałam, jego dziennikarze urządzili regularny medialny lincz na chłopcu z zespołem Downa, który nikomu krzywdy nie zrobił, a jego jedyną winą było to, że w ogóle wyszedł z domu, między ludzi. Zadzwoniłam do redaktora tego portalu ale - mimo, że jak sam powiedział nie była pierwsza - wydaje się, że nic do niego nie dociera i nie zamierza usunąć tego artykułu, gdzie każdy może sobie obejrzeć tego chłopca. Który pewnie nieprędko znowu wyjdzie między ludzi, którzy go w taki sposób przeganiają z przestrzeni publicznej, tylko dlatego, że jest inny. Ale mnie to wkurzyło! Od lat obserwuję ile wysiłku wkładają rodziny pokrzywdzonych przez los w to, żeby dać im namiastkę normalnego życia, żeby nie byli skazani na samotność w czterech ścianach, a tu jeden bezmyślny redaktor z taką łatwością to wszystko niszczy. Szok! Nowo zaprzysiężona Rzecznik Praw Obywatelskich ma pierwsze wyzwanie. Liczę też na reakcję organizacji broniących praw człowieka, i tych stojących na straży etyki mediów. A Was zachęcam do skontaktowania się z redaktorem i powiedzenia mu co robi, bo sam ma za mało wyobraźni, żeby to zrozumieć. Jego telefon jest na stronie - 602 657 344. Medialny lincz na chłopcu z zespołem Downa | »» Światowid (BLOG)Prezydenckie obiecanki 22-07-2010, 23:18 Nie miałem czasu by wcześniej o tym pisać, ale w debacie przedwyborczej obaj kandydaci nie popisali się myśleniem o przyszłości Polski. Obiecywanie Polakom, że nie ruszą KRUS, nie zmieni wieku emerytalnego kobiet to prwie jak obietnica że naszym dzieciom lepiej nie będzie. KRUS wymaga gruntownych ziman, bo już dawno nie jest systemem dla biednych rolników (a propos, od dawna nie widziałem biednego rolnika). Tylko co to za rolnicy w nim są? Drobni przedsiębiorcy, taksówkarze, itp, płacący może 1/10 składki tego co średnio pracujący robotnik. Nawet jeśli emerytura rolnicza może być niższa, to i tak na nią się nie składają nawet w połowie. Gdzie po wsiach teraz kury, gęsi, nawet krowy ? Hodowcy to zwykle nie drobni starcy z mała komurką tylko panowie z oborą jak hala małej fabryki. Przy okazji, padają też coraz to nowe pomysły zepsucia systemu raczej niz naprawienia, skrócenia okresu składkowego albo obniżenia części składki do OFE. Jak moi nieliczni czytelnicy wiedzą, nie wróże nic dobrego z takich pomysłów, bo ZUS skazany jest na przeżarcie za góra 20 lat przez masy emerytów. Trzeba modlić się cud rozsądku, pracowitości, pomysłowości, aby nie doszło do załamania całego systemu. | »» kataryna (BLOG)Głos podniesiony na władzę uciszymy! 22-07-2010, 22:53 Onet: Pan uważa, że tymi osobami, które były pod Pałacem Prezydenckim i są np. w filmie "Solidarni 2010" , które mówiły choćby o krwi na rękach Tuska, powinna się zająć prokuratura z urzędu? Janusz Palikot: Tak. Te osoby i osoby, z którymi rozmawiała "Gazeta Wyborcza", co było w jednym z artykułów, że pani kasjerka, czy pielęgniarka mówiły o winie premiera i oczerniały rząd – nimi powinna zająć się prokuratura . Zamierzam złożyć na te wszystkie osoby zawiadomienie do prokuratury. Prokuratura i ministerstwo sprawiedliwości nie wywiązało się ze swoich obowiązków. Myślałem, że przez te trzy miesiące po tragedii i po tych seansach nienawiści, które zostały uchwycone choćby w filmie "Solidarni 2010" jest prowadzone jakieś rozpoznanie przez prokuraturę, są zbierane informacje przez służby specjalne, są gromadzone i weryfikowane informacje , ale okazuje się że mija kolejny tydzień i śledztwa z urzędu nie ma. Jeśli do piątku prokuratura nie podejmie żądnych działań, to ja w piątek o 15.00 na konferencji w Chełmie przedstawię zawiadomienie do prokuratury na te osoby, które oskarżały i oczerniały Donalda Tuska i rząd polski winą za te katastrofę. Nie podzielam opinii, że Palikota trzeba ignorować, to od dłuższego czasu najważniejszy reprezentant Platformy w mediach, jej twarz i znak firmowy, obecny w mediach częściej niż wszyscy pozostali politycy partii rządzącej razem wzięci. Obecny za wiedzą i zgodą partii, tłumaczenie sobie, że to tylko enfant terrible działający na własną rękę to oszukiwanie się. Palikot jest wiceszefem Platformy, zaufanym i przyjacielem prezydenta-elekta. To ktoś kogo nie wolno lekceważyć, bo jeśli w Platformie jest ktoś kogo pozycja jest niezagrożona, to jest to właśnie Palikot. Który, jeśli wierzyć wypowiedziom innych polityków tej partii, mówi po prostu to, co inni politycy Platformy myślą, ale się wstydzą lub boją powiedzieć. Głos Palikota to głos Platformy, czy się to komuś podoba, czy nie. Platformie na przykład się podoba, bo nie protestuje, i nie prostuje. I tak oto, niepostrzeżenie, przy wtórze rozchichotanych dziennikarzy, Janusz Palikot wraca nas do czasów, kiedy partia rządząca chciała odrąbywać rękę na siebie podniesioną. Wiceprzewodniczący Platformy jest rozczarowany, że służby jeszcze nie zidentyfikowały, nie namierzyły i nie wystawiły prokuratorowi obywateli wypowiadającym się o władzy źle, a prokurator się leni i nie podjął śledztwa z urzędu. Traktuję wypowiedź Palikota jako oficjalne stanowisko reprezentowanej przez niego partii i coraz mniej mi do śmiechu w państwie gdzie "zgoda buduje", jeśli ta zgoda ma być wymuszona strachem przed prokuratorem. Myślę, że Ewa Stankiewicz powinna się skonsultować z prawnikiem czy wypowiedź Palikota nie nosi znamion tłumienia krytyki prasowej, a ta jest - przynajmniej była do niedawna - karalna. Żarty się naprawdę kończą gdy zaczynają się takie groźby ze strony władzy. Bardzo liczę, że Palikot jutro zrealizuje swoją groźbę. Nie dlatego, żebym źle życzyła bohaterom filmu Ewy Stankiewicz. Ja tylko chcę usłyszeć jak zawsze lojalni wobec swojego pieszczoszka dziennikarze wytłumaczą nam dlaczego i tym jego zagraniem mamy się zachwycać. Czekam zwłaszcza na głosy tych, którzy zrobili bohatera narodowego z podpitego żula bluzgającego na Kaczyńskiego, gdy prokurator go ścigał z urzędu. Jak nam jutro wytłumaczą, że sytuacja się zmieniła i dzisiaj ściganie obywateli niepochlebnie wyrażających się o władzy jest już nie tylko zrozumiałe, ale wręcz pożądane. Sądząc po komentarzu Paradowskiej do "żartu" Palikota z ś.p. Gosiewskiego środowisko dziennikarskie ma jeszcze spory margines tolerancji i jest w stanie gorliwie bronić Palikota nawet gdy ten któregoś dnia wyrzyga się im na buty. | »» Nieustraszeni Łowcy Komuchów (BLOG)blogowanie 22-07-2010, 20:31 Blogowanie, czyli pisanie pamiętnika internetowego, jest niezwykle pasjonujące. Pamiętnik umożliwia.. | »» |
.
Katalog Stron Dobre Strony